Kategorie
Degustacje Podcast

Warka #39. SMSH Loral | Część 4 | Degustacja

Zakończenie serii. W tej branży ten koniec jest w sumie najprzyjemniejszy. W ogóle to jest fajenie, że to tak zmierza wszystko do punktu kulminacyjnego, który nie jest w środku opowieści, tylko na jej końcu. Zatem prezentuję zwieńczenie 39 warki, ostatni akcent, ale jednocześnie chyba najważniejszy. To nic, że degustacja jest prawie rok po uwarzeniu tego piwa. To nic… No może nie to nic, ale trudno.Tym filmem jednocześnie czyszczę kolejkę starych materiałów i kolejne powinny pojawiać się już na na bieżąco.

Kategorie
Degustacje Podcast Receptury

Warka #39. SMSH Loral | Zbiorczy wpis

Część 1 | Receptura

Tym razem SMSH (chyba czyta się to smasz). Single Malt Single Hop, czyli piwo z ekstremalnie prostą recepturą – jeden słód jeden chmiel. Najczęściej takie rzeczy stosuje się, gdy chcesz sprawdzić jakiś chmiel. Żeby nie przykryć go innymi smakami i zapachami stosuje się jak najprostszą recepturę. Ja miałem właśnie taki chmiel. Loral. Dostałem małą paczkę na festiwalu piwowarów domowych i postanowiłem właśnie sprawdzić co to jest. Dlatego receptura jest tak prosta, ale jak ktoś chce zobaczyć i posłuchać, to zapraszam.

Kategorie
Degustacje Podcast

Warka #36. Fruit Ale | Część 6 | Degustacja

Najprzyjemniejsza część całego procesu, czyli degustacja, zebranie plonu zasianego dwano temu.

Kategorie
Degustacje

Multi kulti, czyli amerykańska pszenica spłynęła po podniebieniu

Multi Kulti

Zaległa degustacja z pamięci i bez zdjęcia. Nie ma czasu. Skąd Multi kulti? Nazmyślałem, że chińska pszenica, hiszpańskie pomarańcze itp i polski piwowar. Jedno z najfajniejszych moich piw. Bardzo letnie. Leciutkie, orzeźwiające. Świetny zapach. Wszystkie te rzeczy, które były w klasycznej pszenicy (kolendra, skórki cytrusów) i dodatkowo amerykańskie chmiele. Świetne zestawienie. Dużo bardziej gorzkie od klasycznego witka, bo chmielenie było takie moje, solidne. Wyszło świetnie. Szkoda, że tak mało.

Kategorie
Degustacje

Leśny dziad z kielicha

Leśny Dziad

Karuzela dzisiejszych wpisów ruszyła i kręci się, kręci się koło za kołem. Nie ma czasu na postoje. Wpis też mógłby pojawić się tydzień temu, ale się nie pojawił i dobrze, bo mam nowe wrażenia. Spróbowałem Leśnego Dziada i tak się zaprezentował.

Pierwsza degustacja była tydzień temu, podczas warzenia american stoutu. Nawet można o tym posłuchać w podcaście. Dziś wypiłem kolejną butelkę i mam nowe wrażenia.

  • Wygląd

Piękna, biała czapa piany. Dosyć solidna. Piana to jest coś, co mi się udaje chyba zawsze. Albo bardzo często. Trudno mi sobie przypomnieć moje piwo, które by miało niską pianę. Kolor bursztynowy, lekko opalizujące. Oczywiście nie jest to przejrzystość koncernowego lageru, ale piwo całkiem czyste. Natomiast jak zawsze powtarzam, że jest to parametr, na który najmniej zwracam uwagę.

  • Zapach

UWAGA! NIE PIJ ZMROŻONEGO! Tak jak koncerny prześcigają się w umieszczaniu na swoich opakowaniach wskaźników temperatury, które pojawiają się przy 4 stopniach, w reklamach piwo trzymane jest w lodzie, tak ja uprzedzam, że prawdziwe, dobre piwa temperatury się nie boją. W Leśnym Dziadzie doświadczyłem tego na własnej skórze. Przy pierwszej degustacji wyciągnąłem piwo prosto z lodówki i od razu przelałem do kielicha. Piwo było smaczne, orzeźwiające, ale prawie nie pachniało. Nawet zacząłem mówić w podcaście, że jestem zawiedziony, bo przecież i słód wędzony i te pędy sosny, a tu nic. Ale od minuty mijały, piwo się ogrzewało i w końcu oddało piwowarowi co piwowarskie. W końcu zaciągnąłem się lasem. Bardzo wyczuwalne aromaty żywicy sosnowej. O to chodziło. Nota bene długo nie mogłem domyć fermentora po tej filtracji przez pędy. Ścianki były klejące od żywicy. W pierwszej degustacji byłem zawiedziony brakiem zapachu dymu. W końcu 2/7 zasypu to był słód wędzony bukiem. Ale za drugim razem wędzonkę już poczułem. Subtelna i przyjemna. Myślę, że powinna przejść przez nos nawet laikowi.

  • Smak

Grzeje w przełyk. Zaskakujące, bo alkoholu w tym piwie nie jest zbyt dużo. Zatem co grzeje? Nie wiem, ale to jest miłe. Goryczka solidna, taka jak lubię. Wydaje mi się, że ostatnio coraz lepiej udaje mi się utrzymać w ryzach moją szufelkę od chmielu. Wędzony słód wyczuwalny.

  • Podsumowanie

Jestem zadowolony. Udane piwo. Zdecydowanie udało mi się osiągnąć leśny charakter. Jest i dym i zapach sosnowy. Będę popijał z przyjemnością.

Kategorie
Degustacje

Archeologia piwna: Biurowe bo z kawą

Biurowe piwo raz jeszcze

Wyciągnąłem z piwniczki piwo, które prawie dokładnie rok temu przelewałem w butelki (2016-06-10). Ekstremalnie kawowy stout. Kawa była tam sypana zarówno do kotła, jak i na cichą fermentację. Bazą było coś, co można nazwać dry stoutem, może nieco mocniejszym, bo 15,7 BLG. Pamiętam, że bardzo mi to piwo smakowało, że było mocno kawowe, zarówno w zapachu, jak i w smaku. Zatem sprawdzę, jak smakuje po roku.

Oczywiście nie ma możliwości, żebym dokładnie pamiętał, jak to piwo smakowało kiedyś, ale trochę posiłkując się opisem z pierwszej degustacji, trochę pamięcią spróbuję porównać piwo dzisiejsze, z tym sprzed roku. Ale bardziej będzie to opis dzisiejszej degustacji. Z opisu wynikało, że przy pierwszej degustacji miałem bardzo ładną pianę. Tym razem piana była bardzo uboga i szybko zniknęła. Kolor oczywiście dalej bardzo ciemny, bo w tym aspekcie trudno oczekiwać zmian. Kawowy aromat wciąż bardzo wyraźny. Mam jednak wrażenie, że teraz jest bardziej ułożony. Taki bardziej wkomponowany, mniej kanciasty. Skojarzyło mi się z kawowymi cukierkami Kopiko. Bardzo przyjemny. W smaku to jest bardzo przyzwoity stout. Ja bym go podciągnął pod FES (Foreign Extra Stout), bo jest bogatszy, daje więcej wrażeń. A co z kawą? Jest. Daje cierpkość i zdecydowanie kawowy posmak.

Piwo wciąż udane. Może nawet lepsze niż rok temu. Wygląda na to, że leżakowanie służy kawie. Mam jeszcze jedną butelkę. Otworzę ją za kolejny rok, lub 2.

Kategorie
Degustacje

Premiera Geniusza

Poprzedni wpis dotyczący tej warki

Druga z dzisiejszych premier. Celowałem w dry stout -wyszedł bardzo dobry stout, ale nie bardzo dry. Właściwie przypomina mi bardzo Cafe Roma

  • Na pierwszy rzut oka

Słaba piana. Niska i krótka. Czarne.

  • Miałem nosa…

Na reszcie nie czuję w moim stoucie nic nieprzyjemnego. Lekka czekolada. Przyjemnie. Nie mogę znaleźć nic bardzo charakterystycznego. Najważniejsze, że absolutnie jest poza zasięgiem brew kitu. Poprzednie dry stouty miały coś w sobie coś takiego brew kitowego. Nie wiem, jak to opisać inaczej. Po prostu nie bardzo różniły się od mojego pierwszego dry stoutu, który był robiony z brew kitu.

  • Mlaśnięcie…

Piwo wyszło bardzo smaczne. Bogaty smak. Ponownie nasuwa się Cafe Roma. Tyle, że tam było całe bogactwo różności. Kawa, wanilia, laktoza… A tu same słody, a wyszło bardzo bogato. Dobre, a nawet bardzo dobre, ale celowałem w coś innego. Miał być dry, a wyszedł zbyt bogaty na dry.

Kategorie
Degustacje

Premiera Czerwonej Racy

Poprzedni wpis dotyczący tej warki

W pięknych okolicznościach przyrody związanych ze zwycięstwem Polski z Czarnogórą, trochę on-bok tego wydarzenia, ale jednak całkiem w głównym nurcie, odbyły się dziś dwie premiery. Na pierwszy ogień poszła degustacja piwa leżakowanego na wiśniach. Oto wrażenia.

  • Tak na oko…

Oczywiście pierwsze co zwraca uwagę, to niestandardowa barwa. Piękne, czerwone piwo. Bardzo klarowne. Przyzwoita, biała piana. Nie jest najtrwalsza, ale daje radę.

  • Na mój nos…

Lubię zimne piwo. Jednak muszę przyznać, że wrażenia aromatyczne po ogrzaniu są dużo wyraźniejsze. Także na początku nie wiele poczułem, ale po połowie wyczułem delikatny dym. Słód wędzony drewnem czereśniowym, ale w bardzo małym stopniu. Po tak długim leżakowaniu, nie spodziewałem się w ogóle tego aromatu, a jednak był. Natomiast wiśni w ogóle nie poczułem.

  • Na językach

Bardzo dobre. Wytrawne. Lekko kwaśne od wiśni. Goryczka odeszła z wiśniami, ale na szczęście ja z chmielem przesadzam, więc jednak zostało jej w piwie odpowiednio dużo. Bardzo udane. Na pewno będę powtarzał z różnymi owocami.

Kategorie
Degustacje

Degustacja wędzonych wariacji

Poprzedni wpis dotyczący tej warki

Nastąpiło otwarcie. Z butelki wyczułem bardzo słabą wędzonkę. Właściwie to na granicy autosugestii i delikatne, przyjemne cytrusy z chmielu.

Po przelaniu do szklanki ukazała się bardzo jasna barwa. Jak widać na zdjęciu, piwo jest zamglone. Jak dla mnie widok jest ładny. Zawsze najmniejszą wagę przywiązuję do klarowności. Jak jest, to jest, ale dla mnie nie jest to istotne.

Biała piana zbudowała się bez trudu. Nie jest piękna. Raczej średnie pęcherzyki, które łączą się w coraz większe i w końcu znikają. Ale dosyć długo zostaje jakaś taka drobnopęcheżykowa czapka na środku, więc w sumie efekt piany jest zadowalający.

Ze szklanki czuć już znacznie więcej amerykańskiego chmielu, a wędzonka wciąż na granicy percepcji. To świadczy o tym, że ten słód (wędzony czereśnią) i pewnie inne z tej nowej serii wędzonych produkowanych przez Viking Malt ma niski stopień wędzenia. Moim zdaniem powinni to zwiększyć. Zawsze można sterować poziomem wędzonki przez mieszanie słodów. Ja dałem 100% i wędzonka jest bardzo słaba.

Smak. Bardzo fajna APA. Pewnie według standardów nawet AIPA. Ja jednak jestem chmielowym neofitą, więc nachmielenia nie uważam za zbyt wysokie. Na finiszu zostaje jakaś taka dziwna słodycz. Wolałbym, żeby jej nie było, albo była bardziej karmelowa. Ale trudno spodziewać się karmelu, gdy w zasypie go nie było. Może następnym razem warto by było wsypać 100-200 g słodu karmelowego. Co do wędzonki, to dopiero przy piciu wyczułem ją wyraźniej retronosowo i jeszcze wyraźniej, gdy po prostu odbije się.

Ogólne wrażenie pozytywne. Myślę, że to może być taka wędzonka entry level, a przy okazji przyjemna APA. Na prawdę będę po to piwo sięgał z przyjemnością, a sięgania nie będzie zbyt wiele, bo jest go ledwie skromna skrzyneczka.

Kategorie
Bieżączka Degustacje

Pierwsze otwarcie mlecznego itp itd stoutu

Poprzedni wpis dotyczący tej warki

Otworzyłem małą buteleczkę mojego mleczno, kawowo, waniliowego stoutu. Spodziewam się, że będzie to raczej degustacja typu quality control i sprawdzenie jak tam idzie. Myślę, że jest po prostu jeszcze za wcześnie.

Ale do rzeczy. Po otwarciu leciutko syknęło i nic nie wychodzi. Nagazowanie raczej niskie i chyba tak będzie dobrze, choć spodziewam się, że jeszcze  trochę dojdzie. Bardzo się postarałem coś wyczuć z butelki. Moim zdaniem to nuta czekoladowa. Ćwiczę ile się da to wąchanie.

Czas przelać do pucharu. Nalałem agresywnie. Stworzyła się piękna, beżowa piana. Drobnopęcheżykowa i wciąż obfita po kilkudziesięciu sekundach. Piwo prawie czarne, albo bardzo ciemno brunatne. Dostrzegam drobne refleksy z boku szklanki, ale piwo jest właściwie nieprzejrzyste.

Zdecydowanie czekolada na pierwszym planie w aromacie. Po chwili również trochę wanilii. Leciutka kawa z mlekiem. Taka słodka.

Słodkie, a na finiszu fajna goryczka. Myślę, że nie przesadzona. Chyba tym razem utrafiłem w taką „ludzką” dawkę. Ta goryczka jest kawowa. Oczywiście pochodzi od chmielu, ale kojarzy mi się z kawą, tyle że razy 2 lub nawet 3.

Bardzo dobre piwo i myślę, że z potencjałem, do polepszania się